Skąd pomysł na NIE GUBIĘ?

Skąd pomysł na NIE GUBIĘ?

Historia nazwy bloga – cześć I

A raczej historia o tym, dlaczego dom na święta Bożego Narodzenia nie był przystrojony lampkami i gdzie do diabła jest mój ulubiony długopis?

Już jakiś czas temu postanowiliśmy wspólnie z mężem, że na święta Bożego Narodzenia dekorujemy dom światełkami, żeby było nastrojowo. W ubiegłym roku również tak miało być… Czas świąt zbliżał się nieubłaganie, wszędzie było już czuć atmosferę świąt. Ale! Ale! Gdzie są lampki? Najpierw próbowałam sobie przypomnieć, gdzie do licha się podziały. Same przecież nigdzie nie poszły.
Przyszło mi na myśl kilka miejsc, które powinnam sprawdzić i rozpoczęłam szukanie. Jedna szafa, druga, trzecia… Jeden karton, drugi, trzeci, kolejne pomieszczenia i NIC. Nie ma. Lampki zaginęły, w moim własnym domu. Świątecznej atmosfery przed domem nie było. Trudno, nadrobię za rok, pomyślałam.

Lubię ładne rzeczy, sądzę jak każda kobieta ;). Jeżeli coś jest ładne i użyteczne to już w ogóle jest świetnie. Radość korzystania z takich przedmiotów bezcenna. Tak już mam! I bardzo mnie to cieszy. Niestety nawet ładne przedmioty się gubią. O zgrozo! Tak właśnie było ze złotym długopisem i ołówkiem. Piękny niedrogi komplet i mnóstwo radości, na dodatek król Instagrama. Swego czasu przedmiot opowieści można było znaleźć na wielu instagramowych zdjęciach. Też taki chciałam i kupiłam. Dodam, że w ramach pakietu budżetowego kupiłam jeden komplet (o pakietach budżetowych z chęcią kiedy indziej napiszę). Obiecałam sobie w duchu, że nowego nabytku będę pilnować jak oka w głowie. Oczywiście przez pierwszy tydzień skrupulatnie pilnowałam, gdzie odkładałam. Aż tu nagle jednego dnia nie ma długopisu. O nie, znowu tajemna siła robi mi psikusa. Znowu szukam! Szukam wszędzie, w domu, w pracy. Po kilku dniach poddaję się i odpuszczam. Myślę ok, przecież masz jeszcze ołówek. Pogodziłam się ze stratą. Aż tu nagle pewnego dnia siadam wieczorem do pracy przy komputerze, przestawiam go dla mojej wygody i wyłania się długopis. Niesamowita radość.

Kolejny dzień w pracy i dość nudne zadanie do wykonania: analiza aktu prawnego. Zastanawiam się, jak sobie tę pracę umilić i postanawiam notatki robić złotym ołówkiem ;). Sięgam do torebki i dziwny dreszcz przebiega mi po plecach… O nie, nie ma! Znowu, nie ma! Byłam przerażona! Już nie brakiem ołówka, długopisu i innej pierdoły ale tym, że tyle czasu poświęcam na szukanie. Stanowczo za dużo.

Powiedziałam DOSYĆ. Ania musisz zrobić z tym PORZĄDEK.

Zebrałam się w sobie i wieczorem uszyłam piórnik. Tak, piórnik. Bo gdzie indziej je trzymać jak nie w piórniku właśnie? Przybory do pisania znalazły swoje miejsce i już nie szukam.

Ołówek znalazł się za jakiś czas, podobnie było z lampkami. Niestety nie było ich wtedy, kiedy były potrzebne. Przeanalizowałam sytuację i już wiedziałam w czym tkwi problem. Większość moich rzeczy nie ma swojego miejsca albo ma nie do końca przemyślane i uporządkowane.

Tak postanowiłam więcej nie gubić i nie szukać, a dla moich rzeczy znaleźć odpowiednie miejsce. Z powyższego uczyniłam myśl przewodnią mojego porządkowania:

Nie gubię! Nie szukam! Wiem co i gdzie mam.

Oto historia początków mojej porządkowej przygody. Nie jest to opowieść mrożąca krew w żyłach czy budząca wielkie emocje, może się nawet wydawać banalna. Jest jednak moja własna i oba zdarzenia miały miejsce, nie licząc tysiąca innych, w czasie których prowadziłam akcje poszukiwawcze różnych przedmiotów.

Dodam, iż nie w tym momencie pojawiła się koncepcja pisania bloga. Historia ma swój ciąg dalszy. Ale o tym kiedy indziej…


Czy i Wam zdarza się gubić różne rzeczy?
Z chęcią się dowiem o Waszych przypadkach i prowadzonych akcjach poszukiwawczych?

Spodobał Ci się wpis? Proszę, podaj dalej. Dziękuję!
FacebookPinterestEmail

Dodaj komentarz